Trio of Doom

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Bronson
Posty: 1172
Rejestracja: 27 mar 2008, 16:48
Lokalizacja: Tam gdzie nawet Kruk nie rzuca Kości

Trio of Doom

Post autor: Bronson » 02 lip 2008, 19:29

Pozwole sobie wkleic krótki opis tej fascynującej płytki.
Któryś z brytyjskich recenzentów nazwał ten album muzyczną kapsułą czasu, która została otwarta po latach. Nagrań jazz-rockowego trio dokonano w marcu 1979 r., ktoś je ostatnio wyszperał i postanowił wydać. Ale sama formuła „trzech wspaniałych" wyraźnie nawiązuje do formacji The Jimi Hendrix Experience i Cream, a więc cofa licznik jeszcze o 10 lat. Dając okazję do sprawdzenia, czy i jak bardzo tamten pomysł na grę zwietrzał.

Utwory odegrane na żywo (ścieżki 1-5) zarejestrowano podczas festiwalu w Hawanie, a studyjne wersje (6-10) kilka dni później w nowojorskim studiu. Ciekawsza wydaje się koncertowa część krążka, której żywiołowość i dynamika nie zakłócają precyzji gry. Precyzji nieco „matematycznej", bo zagęszczone rytmicznie utwory brzmią jak rozwiązywane układy równań z trzema niewiadomymi: gitarą, basem i perkusją. I partie zespołowe, i poszczególne solówki słynnych muzyków są tak nieprzewidywalne, jakby muzyczna „akcja" płyty w każdej chwili mogła się potoczyć w dowolną stronę.

Otwierające album „Drum Improvisation" to majstersztyk Williamsa, w którym perkusja przestaje być instrumentem czysto rytmicznym, tworząc tkankę utworu pełną barw oraz bliższych i dalszych planów.

W „Continuum" oś zdarzeń tworzy hipnotyczny bas Pastoriusa, a cały kawałek nabiera charakteru nieśpiesznej medytacji. Ale potencjał „trzech wspaniałych" dochodzi do głosu najmocniej, kiedy żaden instrument nie jest uprzywilejowany: w elektryzującym „Dark Prince" – gdzie rosnące napięcie osiąga pułap gwałtownych wyładowań pomiędzy muzykami, oraz w poprzedzonym perkusyjnym interludium „Are You The One, Are You The One?" – gdzie muzyka gęstnieje od chwilowych, zaimprowizowanych historii, które nim się rozwiną na dobre, idą w rozsypkę.

Album niczym się nie zaleca, brzmi surowo, momentami dosyć nieprzystępnie, ale z całą pewnością ambitnie. Entuzjaści Mahavishnu Orchestra czy Weather Report z radością zanurzą uszy w te archiwalne nagrania, choć znajdą się i tacy, którzy odbiorą je jako przerafinowany i przeszarżowany symbol kryzysu jazz-rockowej muzyki fusion. W 1979 r. jej złoty okres właśnie się kończył: znów okazało się, że więcej waży jedna dobra nuta niż ciężar wielu pracowitych improwizacji.
Słyszał ktoś kiedyś ?
Dość trudna i zawiła muzyka, ale po głębszym wsłuchaniu się muszę stwierdzić że to majstersztyk. Muzyka wprowadziła mnie w niesamowity wir emocji. Ech żeby tak móc zobaczyć Pastoriusa na żywo... :arrow:
[color=#000040]"Jazz[/color] [color=#0000BF]Is[/color] [color=#004000]Not[/color] [color=#004080]Dead[/color], [color=#008000]It[/color] [color=#400000]Just[/color] [color=#FF4000]Smells[/color] [color=#FF0080]Funny"[/color]
http://www.myspace.com/dawidcedro

Awatar użytkownika
Kubolski
Posty: 2517
Rejestracja: 03 lis 2007, 15:01
Lokalizacja: KUMAMA
Kontakt:

Re: Trio of Doom

Post autor: Kubolski » 02 lip 2008, 20:52

Bronson pisze:Ech żeby tak móc zobaczyć Pastoriusa na żywo... :arrow:
Oj tak... ale najlepiej w jego szczytowym okresie. Chociaż ja, jako fanatyk, dałbym wiele nawet za obejrzenie tych jego późniejszych scenicznych odpałów...

Trio of Doom jeszcze nie słyszałem, ale w miarę wiem, czego się spodziewać. Z tego co wiem, to McLaughlin był przeciwny wydaniu tego materiału. W ogóle koncert ponoć nie należał do wybitnie udanych - Jaco rozkręcił piec na maksa i zagłuszał resztę muzyków. Dopiero ponowne miksy zrobiły swoje i można było to wypuścić w końcu na CD.
[url=http://myspace.com/kumamaband][img]http://img367.imageshack.us/img367/1305/kumamasa4.jpg[/img][/url]

ODPOWIEDZ