Blues....

Awatar użytkownika
lis1989
Posty: 326
Rejestracja: 17 cze 2007, 4:35
Lokalizacja: wwa

Post autor: lis1989 » 29 lis 2008, 15:59

Hmm... powiedzmy, że mniej więcej rozumiem o co Ci chodzi :wink: Każdy rodzaj muzyki trzeba po prostu czuć. Yngwie nie tyle gra bluesa, co stara się go odgrywać. Jednak w jego przypadku jest to raczej epizodyczne, i nie sądzę, żeby sam to traktował poważnie i patrzył na siebie jako potencjalnego wykonawcę bluesowego :wink: Nie ma się zatem o co martwić i czym zbytnio bulwersować.


No ale nie offtopujmy już. Pozdrawiam bluesmanów i bluesfanów :!:

shutupandplay
Posty: 983
Rejestracja: 03 lis 2008, 22:18
Lokalizacja: Nottingham

Post autor: shutupandplay » 29 lis 2008, 16:19

Wiem,wiem!Blues jest fajny jesli Go traktowac jako wyjscie do rozwoju muzycznego.Echa bluesa slychac wszedzie.Sluchasz Beatlesow,Stonesow,Metallici i jest tam daleko lub blisko.W grze Mustaina tez. :wink:

Awatar użytkownika
Hope
Posty: 262
Rejestracja: 26 sie 2006, 17:49
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Hope » 29 lis 2008, 19:13

shutupandplay pisze:Wiem,wiem!Blues jest fajny jesli Go traktowac jako wyjscie do rozwoju muzycznego.:wink:
Z tym pozwole sobie nie zgodzić, Blues jest to mój ulubiony gatunek muzyki, nie tylko z powodu na walory muzyczne, ale także za jego bogatą historię, i niepowiedziałbym że jest ciekawy tylko "jako wyjście do rozwoju muzycznego".
---------------------------------------------------------------------
Nothin' But The Blues, no i jeszcze Jazz

Awatar użytkownika
flecht
Posty: 193
Rejestracja: 07 lut 2008, 22:44
Lokalizacja: Kwidzyn/Gdańsk

Post autor: flecht » 29 lis 2008, 19:57

Blues jako taki może być również przekleństwem:
shutupandplay pisze:Echa bluesa slychac wszedzie.
Jako, że bardzo go lubię, ciężko jest mi zagrać jakąś ciekawszą solówkę, bez jego naleciałości.

shutupandplay
Posty: 983
Rejestracja: 03 lis 2008, 22:18
Lokalizacja: Nottingham

Post autor: shutupandplay » 29 lis 2008, 20:14

Wszystkiego czego nauczylem sie do 20 na gitarze,harmonia,melodyka,rytm,akcenty itd. to wlasnie zawdzieczam bluesowi bo traktowalem go jako platforme do cwiczen i rozwoju muzycznego.Celem samym w sobie byla zawsze improwizacja,a nie akurat forma bluesa.Potem tez byl blues,ale juz raczej jazzowy.To co powiedzialem jest prawda w 100 %.
-------------------------------------------------------------------------------------
Tej pulapki z echem bluesa mozna uniknac.

sukenik
Posty: 934
Rejestracja: 01 lut 2008, 4:41
Lokalizacja: kraków

.

Post autor: sukenik » 15 gru 2008, 2:36

shutupandplay pisze:Mnie ogolnie bawi kiedy ktos,kto nie gra bluesa,nagle proboje go zagrac i robi to prawidlowo (bo bez watpienia Malmsteen jest zdolnym muzykiem).Niestety zapomina o pewnych szczegolach i brzmi to jakby ktos w ciagu kilku minut probowal opowiedziec jakas historie nie robiac pauz,bez podkreslenia pewnych zdan.
Dobre. W zasadzie wyjąłeś mi to z ust.
shutupandplay pisze:Wszystkiego czego nauczylem sie do 20 na gitarze,harmonia,melodyka,rytm,akcenty itd. to wlasnie zawdzieczam bluesowi bo traktowalem go jako platforme do cwiczen i rozwoju muzycznego.Celem samym w sobie byla zawsze improwizacja,a nie akurat forma bluesa.Potem tez byl blues,ale juz raczej jazzowy.To co powiedzialem jest prawda w 100 %.
U mnie było inaczej. Blues, owszem, nie był celem sam w sobie. Zawsze porywały mnie harmonie the Beatles. W tym pozostaną na zawsze dla mnie no. 1. Jednak nic tak mnie nie hipnotyzowało, jak bluesowa gitara elektryczna na żywo w dłoniach kogoś, kto wie, jak bluesa zagrać. Zwalał mnie z nóg Freddie King, gdy grał "Hideaway" i odlatywałem słuchając mięciutkich solówek Styczyńskiego. Wszędzie czułem czar, który mnie przeszywał. Gdy brałem gitarę, uświadamiałem sobie, że mogę zagrać coś bardzo sprawnie, tj. szybko, czystko. Jednak o wiele trudniejsze było wyciągnięcie spod własnych palców tego charakterystycznego brzmienia, jakie ma każdy dobry bluesman, nawet, gdy gra jeden dźwięk. To dla mnie jest prawdziwy blues, a nie wymiatanie na maksymalnym przesterowaniu fraz i skal bluesowych. Dlatego, gdy zobaczyłem B.B. Kinga z Gary Moore'em, zrozumiałem, na czym polega artyzm. Moore grał nadzwyczaj sprawnie, zawsze dotrzymywał kroku staruszkowi, a staruszek z brzuszkiem zdawał się być tak oszczędny, niby grał wszystko na dwóch, trzech dźwiękach, a mimo to robił to piękniej o wielkiego ścigacza i wymiatacza, jakim jest bez wątpienia Gary Moore.
Every Day I've Got the Blues

ODPOWIEDZ