The Beatles

Awatar użytkownika
Aramis
Posty: 445
Rejestracja: 29 gru 2006, 0:07
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Aramis » 22 mar 2008, 18:31

Tomaaz pisze:OK. Mi się muzyka The Beatles nie podoba i napisałem z grubsza dlaczego, Tobie się podoba i napisałeś, że... Ci się podoba.
Bo ja muzykę kocham, a z miłością do muzyki jest jak z każdą inną - nie można podać przyczyny, uczucie po prostu jest a skąd się wzięło, cholera wie.
Nie mam pojęcia. Ilu?
Nie liczyłem. Ale przykładowo - Ozzy Osbourne. A skoro on się nimi inspirował, to miało to też wpływ na całe Black Sabbath.
Przed nimi pewnie nikt, ale w momencie kiedy oni zaczęli grać dojrzałego rocka inni zaczęli grać go także, zupełnie niezależnie i na dodatek lepiej.
Hmm... kto na przykład?
Elvis i pionierzy rock`n`rolla na przykład.
Elvis na pewno. On chyba jako pierwszy stał się tym, co nazywamy dziś "gwiazdą". Ale inni pionierzy rock and rolla, chociażby taki Little Richard poza tym, że odcisnęli swoje piętno na muzyce, to zjawiskiem kulturowym na taką skalę jak Beatlesi czy właśnie Elvis raczej nie byli.
nie ma nic wspólnego z wpływem czysto muzycznym (który powinien być słyszalny w dźwiękach, a nie w słownych deklaracjach).
I tu moim zdaniem mylisz się całkowicie. Na muzyce późnych lat 50 i 60 wychowali się przedstawiciele klasycznego hard rocka, których to muzyka wpłynęła na pierwsze pokolenia heavy metalowców. Podobieństwo między tymi ogniwamy jest zazwyczaj znikome, ale trudno zaprzeczyć, że nie mają ze sobą związku. Ja na przykład słuchając Led Zeppelin nie wiedząc z jakiego okresu ta muzyka pochodzi i nie interesując się jej twórcami nie domyśliłbym się raczej, że miał na nią wpływ pan Elvis - a miał, bo Pejcz zainteresował się rock and rollem właśnie dzięki niemu.
[url=http://imageshack.us][img]http://img373.imageshack.us/img373/1444/komitetgr1.png[/img][/url]

Fjasz
Posty: 2081
Rejestracja: 10 lip 2007, 11:41
Lokalizacja: Świebodzin

Post autor: Fjasz » 22 mar 2008, 18:33

Tomaaz pamiętaj też o tym jaki wpływ odegrali Beatlesi na promowanie i zmianę dotychczasowego postrzegania brytyjskiej muzyki na świecie. Myślę, że gdyby nie oni to np. Floydom i Zeppelinom trudniej byłoby się wybić poza Wyspy Brytyjskie, nawet jeżeli 'Żuki' nie wpłynęły na warstwę muzyczną tych zespołów.
[color=violet]Wybitnie Nielubiany[/color]

[url=http://imageshack.us][img]http://img373.imageshack.us/img373/1444/komitetgr1.png[/img][/url]

Awatar użytkownika
zombie youth revolt
Posty: 5154
Rejestracja: 31 mar 2006, 23:30
Lokalizacja: Rockaway Beach

Post autor: zombie youth revolt » 22 mar 2008, 18:35

Co do highway to hell, to przyznam się wam, że musiałem usłyszeć pierwsze sekundy utworu żeby przypomnieć sobie riff, a refren pamiętam ciągle doskonale.

to jestes wyjatkiem potwierdzajacym regule :) bo muza ac/dc to riffy, riffy i jeszcze raz riffy - a chyba najwiekszym osiagnieciem tej riffomanii jest back in black - "utwor - riff" - a lubie ich za to, ze oprcz riffow uzupelniaja to wlasnie swietnymi refrenami.


co do beatles to tez nie do konca rozumiem zachwytu, nic do nich nie mam, ale jakos specjalnie tez nie ma sie czym jarac - ja ich tez kojarze tylko i wylacznie z refrenami, ktore po prostu zapadaja w pamiec przeokrutnie i mozna je nucic godzinami - muzycznie prawie nic nie kojarze oprcz jakis smaczkow typu deciaki w refrenie do "all you need is love "


a z takiej ciekawostki to kilka razy mialem przyjemnosc bycia kims w rodzaju "technicznego" ( chociaz to raczej za duzo powiedziane ) kapeli, ktora gra covery beatlesow i wolalem te covery od oryginalow bo byly zagrane z pazurem, bardziej na modle "ac/dc" :) goscie w ogole juz dosyc wiekowi i dosyc utytulowani muzycy ( basista gral z grechuta itp. ) i naprawde (wulg.) grali te covery, super sie sluchalo - i wszystkie kawalki jakie grali kojarzylem dopiero po tym jak refren polecial, wczesniej nie mialem pojecia co graja :> najfajniej chyba grali "get back", naprawde z enegrgia i rockowym pazurm, na tzw. "pelnej kurwie" ;)
Gibson SG Standard --> Biyang Mad Driver --> Way Huge Swollen Pickle --> Bogner Alchemist 212

Tomaaz

Post autor: Tomaaz » 22 mar 2008, 19:00

Aramis pisze:Bo ja muzykę kocham, a z miłością do muzyki jest jak z każdą inną - nie można podać przyczyny, uczucie po prostu jest a skąd się wzięło, cholera wie.
Tu masz rację. Tylko ze mną jest tak, że jak już coś porwie moje serce i się tego dostatecznie nasłucham, to się zaczynam zastanawiać: "a dlaczego?" :)
Aramis pisze:Nie liczyłem. Ale przykładowo - Ozzy Osbourne. A skoro on się nimi inspirował, to miało to też wpływ na całe Black Sabbath.
Black Sabbath to Iommi, ale w sumie jest to jakiś argument.
Aramis pisze:Hmm... kto na przykład?
The Who wydali "My generation" w 1965, w tym samym roku Stonesi zapodali "Satisfaction". Było to nawet przed "Revolverem". W 1966 debiutowali The Doors, Cream, John Mayall wydał swą słynną płytę z Claptonem. Przed "Sgt. Pepperem" wydał również pierwszą płytę Hendrix, w tym samym czasie co rzekomo najbardziej przełomowy albym wszczechczasów ukazał się debiut Floydów.
Aramis pisze:I tu moim zdaniem mylisz się całkowicie. Na muzyce późnych lat 50 i 60 wychowali się przedstawiciele klasycznego hard rocka, których to muzyka wpłynęła na pierwsze pokolenia heavy metalowców. Podobieństwo między tymi ogniwamy jest zazwyczaj znikome, ale trudno zaprzeczyć, że nie mają ze sobą związku. Ja na przykład słuchając Led Zeppelin nie wiedząc z jakiego okresu ta muzyka pochodzi i nie interesując się jej twórcami nie domyśliłbym się raczej, że miał na nią wpływ pan Elvis - a miał, bo Pejcz zainteresował się rock and rollem właśnie dzięki niemu.
I tu Ty się mylisz całkowicie! Ja nigdzie nie negowałem wpływu Elvisa! Elvis i inni rockandrolowcy? Zgoda! Przedstawiciele bluesa? Zgoda! Oni by pociągnęli to wszystko dalej, bez Beatlesów! Bo to rock`n`roll lat 50tych i prawdziwy blues spowodował, że powstała muzyka Hendrixa, Led Zeppelin, Purpli (cały hardrock i w konsekwencji wszystkie odmiany ciężkiej muzy), Pink Floyd i nawet niektóre odmiany punka. Późniejsza nowa fala miała inne inspiracje, ale na pewno nie byli to Beatlesi. Bez tych ostatnich muzyczny rozwój rocka wyglądałby prawie tak samo, ale bez wątpienia bez "beatlemani" mógłby mieć mniejszy zasięg (w sensie komercyjnym).

Awatar użytkownika
Aramis
Posty: 445
Rejestracja: 29 gru 2006, 0:07
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Aramis » 22 mar 2008, 19:45

Tomaaz pisze:Black Sabbath to Iommi, ale w sumie jest to jakiś argument.
Moim zdaniem stwierdzenie niesprawiedliwe i krzywdzące dla reszty (mam na myśli okres w składzie Gejzer-Ward-Ozzy-Tony)
The Who wydali "My generation" w 1965, w tym samym roku Stonesi zapodali "Satisfaction". Było to nawet przed "Revolverem".
Istniały już wtedy takie utwory jak "Help!", "Please Mr. Postman" czy "Twist and Shout", które moim zdaniem nie są wcale mniej dojrzałe niż "My Generation".
W 1966 debiutowali The Doors, Cream, John Mayall wydał swą słynną płytę z Claptonem.
The Doors - racja. Ale Cream, Mayall to raczej blues/blues rock niż czysty rock.
Led Zeppelin
http://pl.youtube.com/watch?v=byqPqLW15M4 - w tym wywiadze poruszony zostaje z nimi temat Beatlesów. Sam zobacz, co mają na ten temat do powiedzenia.
Bez tych ostatnich muzyczny rozwój rocka wyglądałby prawie tak samo, ale bez wątpienia bez "beatlemani" mógłby mieć mniejszy zasięg (w sensie komercyjnym).
No właśnie... co z tego, że istniałaby wspaniała muzyka, skoro nigdy by do nas nie dotarła?
[url=http://imageshack.us][img]http://img373.imageshack.us/img373/1444/komitetgr1.png[/img][/url]

Awatar użytkownika
zombie youth revolt
Posty: 5154
Rejestracja: 31 mar 2006, 23:30
Lokalizacja: Rockaway Beach

Post autor: zombie youth revolt » 22 mar 2008, 19:55

jak jestes leszczem idacym po najmnejszej linii oporu to pewnie by do ciebie nie dotarla

jak naprawde kochasz muze i potrafisz sie nieco w nia zaglebic w dana scene muzyczna to napewno bys poznal te wszystkie kapele.


tymbardziej, ze wszystkie led zeppeliny i tak dalej nawet jakby beatlesi nie istnieli, a rock mial nieco mniejsza skale komercyjna i marketingowa to nadal bylyby to zespoly popularne i znane, zaden undergound, do ktorego sie ciezko dostac, wiec mnie nie rozsmieszaj. pewnie zamist 10 milionow swojego singla sprzedawaliby by milion - istna tragedia ! :lol:
Gibson SG Standard --> Biyang Mad Driver --> Way Huge Swollen Pickle --> Bogner Alchemist 212

Awatar użytkownika
Aramis
Posty: 445
Rejestracja: 29 gru 2006, 0:07
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Aramis » 22 mar 2008, 20:02

zombie youth revolt pisze:tymbardziej, ze wszystkie led zeppeliny i tak dalej nawet jakby beatlesi nie istnieli, a rock mial nieco mniejsza skale komercyjna i marketingowa to nadal bylyby to zespoly popularne i znane, zaden undergound, do ktorego sie ciezko dostac.
Nie koniecznie. Nie było wtedy internetu, a w krajach takich jak Polska tego typu muzyka z tego co wiem była zakazana. Nawet na zachodzie musiała przełamać pewne granice i normy, a co dopiero w krajach bloku wschodniego? Raczej nie na rękę władzy była muzyka, z którą wiązała się szeroko pojęta rewolucja i bunt, do tego dochodzą jeszcze inne przeciwności. Podczas gdy na zachodzie szaleli hippisi u nas takie rzeczy były nie do pomyślenia.
[url=http://imageshack.us][img]http://img373.imageshack.us/img373/1444/komitetgr1.png[/img][/url]

Awatar użytkownika
zombie youth revolt
Posty: 5154
Rejestracja: 31 mar 2006, 23:30
Lokalizacja: Rockaway Beach

Post autor: zombie youth revolt » 22 mar 2008, 20:22

Aramis pisze:
Nie koniecznie. Nie było wtedy internetu
ludzie przez dziesiatki lat radzili sobie bez internetu i potrafili odnajdywac niszowe kapele, a nie tylko komercyjne zespoly rockowe sprzedajace miliony plyt, wiec jakos nie rozumiem tego argumentu.
a w krajach takich jak Polska tego typu muzyka z tego co wiem była zakazana.

kwestii politycznych i prawnych w roznych rezmach politycznych w to nie mieszaj bo to ma sie nijak do tematu,.
Nawet na zachodzie musiała przełamać pewne granice i normy
tak, zrobil to np. elvis, ktory w tej kwestii zrobil napewno sporo wiecej niz bitelsi.

Raczej nie na rękę władzy była muzyka, z którą wiązała się szeroko pojęta rewolucja i bunt, do tego dochodzą jeszcze inne przeciwności.
Podczas gdy na zachodzie szaleli hippisi u nas takie rzeczy były nie do pomyślenia.
ale o czym ty teraz mowisz do mnie ? czlowieku - moglbys zyc nawet w kraju gdzie bylaby taka cenzura, ze nawet jakby istnialo 10 kapel tak popularnych jak bitelsi to by ci to nic nie pomoglo i nie zdobylbys ich muzyki , ale to sie ma nijak do tematu bo to sa kwestie polityczne niezalezne od popularnosci danych zespolow na rynku - zupelnie inne warunki, o ktorych my tutaj w ogole nie rozmawiamy.

a dwa to zabij mnie jezeli sie myle, ale ty pewnie nie masz wiecej niz 25 lat, wiec mniej nie rozsmieszaj z tym calym rozkimianiem jak bylo kiedys skoro Ciebie akurat ani trcohe nie dotyczy i nie mialo to najmniejszego wplywu na twoje przygody z poznawaniem zespolow, ktorych sluchasz ( a ze sluchasz samych ultra znanych kapel to zbytnio bys sie nie musial wysilc nawet z komuny zeby o nich uslyszc ) , wiec czyni to ten argument dosyc smiesznym

a trzy - do PL za komuny przedostawaly sie kasety i nagrania duuuuuuuuuuuuuuuuuuuzzzzzzzoooooooooooo bardziej niszowych kapel niz led zeppelin ( ktore nawet przy scenariuszu nie istnienia bitelsow byloby znanym zespolem ), wiec znowu sromotne pudło.



a cztery - ogolnie argument ze gdyby nie bitelsi to rock bylby jakas niszowa muzyka, o ktorej o malo kto by slyszal absurd i jakas bardzo kiepska teoria spiskowa .
Gibson SG Standard --> Biyang Mad Driver --> Way Huge Swollen Pickle --> Bogner Alchemist 212

Awatar użytkownika
Aramis
Posty: 445
Rejestracja: 29 gru 2006, 0:07
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Aramis » 22 mar 2008, 20:37

Nie mówię, że gdyby nie The Beatles rock nigdy nie stałby się znanym i popularnym gatunkiem muzycznym, trudno coś na ten temat powiedzieć, bo Beatlesi zaistnieli i nigdy nie dowiemy się, jakby to wszystko wyglądało bez ich udziału. Ale bez wątpienia pomogli przełamać pierwsze lody na drodze rewolucji muzycznej.

A co do mojego wieku, to masz rację, tyle że jeśli nie zauważyłeś, napisałem "z tego, co słyszałem", a nie "z tego co pamiętam".
[url=http://imageshack.us][img]http://img373.imageshack.us/img373/1444/komitetgr1.png[/img][/url]

Awatar użytkownika
Pacior
Posty: 1940
Rejestracja: 23 mar 2006, 17:02
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: Pacior » 22 mar 2008, 21:57

Akurat polityka komuchów w PL była dość liberalna, jeżeli chodzi o zagraniczne zespoły muzyczne. Audycje Piotra Kaczkowskiego, koncert Stonesów w Warszawie i te sprawy. Mój ojciec znał w tamtym czasie chyba wszystkie zagraniczne topowe kapele, floydów, zepów, police itd, przy okazji też sporo bardziej niszowych zespołów (chociażby Budgie, albo Tangerine Dream). W innych krajach bloku wschodniego było już ponoć dużo gorzej, a w samym ZSRR za zachodnie gwiazdy uchodzili Maryla Rodowicz i Trubadurzy.
No ale mamy przecież na forum weteranów, i to nawet wśród moderatorów. Niech sami się wypowiedzą :)
[img]http://img695.imageshack.us/img695/5792/muzr09.png[/img]
[img]http://img691.imageshack.us/img691/5450/nur09.png[/img]
[color=purple]http://www.myspace.com/brokenbettyband[/color]

Tomaaz

Post autor: Tomaaz » 22 mar 2008, 22:38

Aramis, sorry ale "Help!", "Please Mr. Postman" czy "Twist and Shout" porównujesz do "My Generation"!? Te utwory to nie był żaden rock tylko big-beat - kawałki dla grzecznych dziewczynek śpiewane przez lalusiów, którzy niby byli czadowi bo podsząsali głowami przy mikrofonach. "My generation" to rockowy czad, zgrzyt, brud, dzikość, który swoim punkowym wręcz zadziorem wyprzedził muzykę o lata.

Cream to był blues-rock dokładnie w takim samym stopniu jak Stonesi, Hendrix czy Led Zeppelin. Więc o jakim "czystym rocku" z tamtych czasów mówisz?

Ty popadasz zaraz w jakieś skrajności - "gdyby nie Beatlesi nic by do nas nie dotarło". Świat muzyczny w tamtym okresie był bardzo złożony i nie składał się z jednego tylko zespołu. Istniał np. podział na fanów Beatlesów i Stonesów. Rozmawiałem z kolesiem, który w tamtych latach wolał Stonesów, bo Beatlesi wydawali mu się zbyt cukierkowaci i lalusiowaci. Beatlesi byli po prostu najpopularniejsi, ale obok nich wielka rockowa machina nabierała rozpędu. Dzisiaj dla większości użytkowników kryterium popularności nic nie znaczy (często pojawiają się opinie typu: "co mnie obchodzi, że coś jest (lub nie jest) popularne"), więc dlaczego mamy przywiązywać do tego kryterium taką wagę w przypadku muzyki sprzed lat. To tak jakby powiedzieć, że gdyby Metallica nie nagrała "Nothing Else Matters" to nie byłoby metalu na świecie, albo do nikogo by on nie dotarł. A metal był, miał się dobrze i ja go poznałem na długo przed powstaniem wymienionego hitu.

Co do wątku politycznego, to nie będę się wypowiadał, bo to jakieś szukanie nowych argumentów totalnie bez sensu i na siłę.

Awatar użytkownika
zombie youth revolt
Posty: 5154
Rejestracja: 31 mar 2006, 23:30
Lokalizacja: Rockaway Beach

Post autor: zombie youth revolt » 22 mar 2008, 22:51

no my generation to byl czad :)

edit : w ktorym roku velvet underground wydalo pierwsze nagrania ? tez chyba jakos w 66 czy cos takiego ?
Ostatnio zmieniony 22 mar 2008, 23:07 przez zombie youth revolt, łącznie zmieniany 1 raz.
Gibson SG Standard --> Biyang Mad Driver --> Way Huge Swollen Pickle --> Bogner Alchemist 212

Tomaaz

Post autor: Tomaaz » 22 mar 2008, 23:05

zombie youth revolt pisze:no my generation to byl czad :)
Czujesz zombie tę różnicę, he he? :) Wiem, że nie można sprawy tak spłycać, ale gdyby ktoś mnie zapytał o moment, w którym narodził się rock, powiedziałbym - moment, w którym powstał "My generation" The Who. I stało się to za plecami Beatlesów i bez ich udziału.
zombie youth revolt pisze:w ktorym roku velvet underground wydalo pierwsze nagrania ? tez chyba jakos w 66 czy cos takiego ?
Nagrywali w 66, wydali w 67. To ta słynna płyta z Nico i z "bananem" Warhola. Nie sądzę żeby Beatlesi im do czegoś byli potrzebni. :D

Awatar użytkownika
zombie youth revolt
Posty: 5154
Rejestracja: 31 mar 2006, 23:30
Lokalizacja: Rockaway Beach

Post autor: zombie youth revolt » 22 mar 2008, 23:18

w ogole warto zauwazyc jak to sie szybko potoczylo - 3 lata po my generation mc5 wydalo "kick out the jams" - dla mnie jedna z najlepszych i najwazniejszych plyt rockowych ever - jak na 68 r to tam juz byl naprawde konkretny czad :)
Gibson SG Standard --> Biyang Mad Driver --> Way Huge Swollen Pickle --> Bogner Alchemist 212

zxcvbnmasdqwe
Posty: 3780
Rejestracja: 27 cze 2006, 8:44
Lokalizacja: Lublinowo

Post autor: zxcvbnmasdqwe » 23 mar 2008, 7:44

myślę że jak na "tame" czasy to było niemal jak obecnie behemoth ;) bo koleś nieźle się drze. Przy okazji świetna piosenka :D
http://www.youtube.com/watch?v=faVTixv8 ... re=related
teksty pisane przez [color=#00BF00]zxcvbnmasdqwe[/color] są tekstami pisanymi przez [color=#00BF00]zxcvbnmasdqwe[/color]

ODPOWIEDZ