The Beatles

Awatar użytkownika
Pacior
Posty: 1940
Rejestracja: 23 mar 2006, 17:02
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: Pacior » 21 mar 2008, 22:10

Śmiesznie w sumie, mi się z Hey Jude najbardziej podoba właśnie ta pierwsza część, to samo z She Loves You - zwrotka najfajniesza :) All you need is love też ma świetną zwrotkę, to samo np. I wanna hold your hand.
[img]http://img695.imageshack.us/img695/5792/muzr09.png[/img]
[img]http://img691.imageshack.us/img691/5450/nur09.png[/img]
[color=purple]http://www.myspace.com/brokenbettyband[/color]

Awatar użytkownika
WilK
Zasłużony
Posty: 8856
Rejestracja: 30 cze 2007, 18:21
Lokalizacja: WRC/Kraftborn

Post autor: WilK » 21 mar 2008, 22:13

Dodałbym jeszcze "Paperbackwriter".
[color=#273886]Nie mogę Ci pomóc. Jestem nieobecny.
[/color]

Tomaaz

Post autor: Tomaaz » 21 mar 2008, 22:24

wilczywilk pisze:Elvis też był przeceniany. I co z tego?
Nic. Ja tylko napisałem, iż uważam, że ten zespół jest przeceniany. Nie zgadzam się z opinią o ogromnym wpływie tej kapeli na późniejszą muzykę, bo dla mnie to skamielina. Chyba po to właśnie powstał ten temat, żeby wyrazić swoją opinię, nie?

Pacior - masz częściowo rację. Zwrotka "Let it be" też jest bardzo fajna, ale tylko pierwsza - następne powtórzenia tej melodii są już tylko nudne (całość ciągnie od refrenu do refrenu - podobnie w innych kawałkach). To kolejna cecha muzyki Beatlesów.

Awatar użytkownika
WilK
Zasłużony
Posty: 8856
Rejestracja: 30 cze 2007, 18:21
Lokalizacja: WRC/Kraftborn

Post autor: WilK » 21 mar 2008, 22:36

W rzeczy samej - nie wpłynęli.
[color=#273886]Nie mogę Ci pomóc. Jestem nieobecny.
[/color]

Fjasz
Posty: 2081
Rejestracja: 10 lip 2007, 11:41
Lokalizacja: Świebodzin

Post autor: Fjasz » 21 mar 2008, 22:56

Fjasz napisał, że ich wpływy słychać na debiucie Pink Floyd, słyszałem też, że Sgt. Pepper to najbardziej rewolucyjna i wpływowa płyta wszechczasów. Płyta The Beatles ukazała się 1 czerwca 1967 r., w tym samym miesiącu (lub trochę wcześniej - znlazałem różne informacje) wyszedł pierwszy album Pink Floyd
Tak, z tym że Beatlesi wydali wcześniej 7 płyt, które Floydzi raczej słyszeli, tego czy im się podobało czy nie nie możemy oceniać, ale ja po prostu słuchając "the piper at the gates of dawn" odnoszę wrażenie iż wokal jest niekiedy mniej lub bardziej inspirowany Beatlesami.
[color=violet]Wybitnie Nielubiany[/color]

[url=http://imageshack.us][img]http://img373.imageshack.us/img373/1444/komitetgr1.png[/img][/url]

Tomaaz

Post autor: Tomaaz » 21 mar 2008, 23:52

Fjasz pisze:Tak, z tym że Beatlesi wydali wcześniej 7 płyt, które Floydzi raczej słyszeli, tego czy im się podobało czy nie nie możemy oceniać, ale ja po prostu słuchając "the piper at the gates of dawn" odnoszę wrażenie iż wokal jest niekiedy mniej lub bardziej inspirowany Beatlesami.
To jest trochę tak jak czasami zdarza się z podobieństwem osób. Osoba A jest podobna do osoby B, B do osoby C, ale osoba C nie jest ani trochę podobna do A. :) Floydzi kojarzą się z Beatlesami, ale wszystko później co może kojarzyć się z Floydami, z Beatlesami nie ma już nic wspólnego, a to świadczy o tym, że to właśnie wkład Floydów był istotny. Zresztą debiut Floydów to nienajlepszy przykład, bo płyta pochodzi z czasów świetności Beatlesów i w grę może wchodzić po prostu konwencja i duch czasów. Poza tym nie jest to najlepszy album Floydów i co tu dużo mówić choroba Barretta, choć była niewątpliwie wielką tragedią, stała się przyczyną chyba najważniejszej zamiany muzyków w historii rocka. Pojawił się genialny Gilmour, a Pink Floyd rozwinął się w wielki zespół (nie wyobrażam sobie tego z Barrettem zamiast Gilmoura), który współtworzył nowy etap w dziejach rocka i z Beatlesami niewiele miał wspólnego.

Awatar użytkownika
WilK
Zasłużony
Posty: 8856
Rejestracja: 30 cze 2007, 18:21
Lokalizacja: WRC/Kraftborn

Post autor: WilK » 21 mar 2008, 23:55

No cóż, kwestia oceny.
[color=#273886]Nie mogę Ci pomóc. Jestem nieobecny.
[/color]

Awatar użytkownika
Aramis
Posty: 445
Rejestracja: 29 gru 2006, 0:07
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Aramis » 22 mar 2008, 13:03

Tomaaz pisze:Wszyscy znają refren "She loves you", nikt nie pamięta jakie tam są zwrotki, to samo "All you need is love".
I o czym to ma świadczyć? To samo można powiedzieć o wszystkich "hitach"."We will rock you" Queen, "Satisfaction" Rolling Stones - refren rozpozna chyba każdy, ze zwrotkami gorzej.
wilkowywilk pisze:Elvis też był przeceniany. I co z tego?
Przeceniany? Gdzie, co, kiedy, jak? Nie spotkałem się jeszcze z przecenianiem go jako muzyka, na swoją legendę zapracował głównie jako postać i pod tym względem naprawdę trudno go przeceniać.
[url=http://imageshack.us][img]http://img373.imageshack.us/img373/1444/komitetgr1.png[/img][/url]

Tomaaz

Post autor: Tomaaz » 22 mar 2008, 14:05

Aramis pisze:
Tomaaz pisze:Wszyscy znają refren "She loves you", nikt nie pamięta jakie tam są zwrotki, to samo "All you need is love".
I o czym to ma świadczyć? To samo można powiedzieć o wszystkich "hitach"."We will rock you" Queen, "Satisfaction" Rolling Stones - refren rozpozna chyba każdy, ze zwrotkami gorzej.
Obiektywnie o niczym - to było stwierdzenie faktu. A z mojego punktu widzenia, o tym, że te wszystkie "hity" (coś chyba niefortunnie użyłeś cudzysłowiu) są tak samo nie najwyższych lotów muzyką. Qeenów trafiłeś w dziesiątkę, co do Stonesów się nie zgodzę - tam w końcu jest ten riff, wyrazisty refren, ale także "narastająca" charakterystyczna melodia, którą zapamiętuje się chyba nawet lepiej od refrenu. Poza tym piszesz To samo można powiedzieć o wszystkich "hitach" i na poparcie tego wymieniasz (uwaga!) dwa tytuły. No to rzeczywiście są wszystkie hity. :) Ja mógłbym wymienić Ci mnóstwo tytułów genialnych utworów, o których czegoś takiego powiedzieć nie można, ale nie zrobię tego, bo bym chyba zapchał całe miejsce na serwerze. :)

Awatar użytkownika
Aramis
Posty: 445
Rejestracja: 29 gru 2006, 0:07
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Aramis » 22 mar 2008, 14:17

Tomaaz pisze:Qeenów
Bez przesady z tą odmianą nazw zespołów. Beatlesi - rozumiem, ale Queeni? Królowersi?
tam w końcu jest ten riff, wyrazisty refren, ale także "narastająca" charakterystyczna melodia, którą zapamiętuje się chyba nawet lepiej od refrenu.
Niekoniecznie. Ludzie młodzi, którzy z reguły muzyką tamtych lat raczej nie bardzo się interesują kojarzą zazwyczaj tylko to charakterystyczne "I can't get no... satisfaction!". Tak przynajmniej wynika z tego co żem zaobserwował.
na poparcie tego wymieniasz (uwaga!) dwa tytuły.
Wydaje mi się, że jako przykład te dwa tytuły wystarczą. Ale mogę też podać inne, proszę bardzo: "Sweet home Alabama", Lynyrd Skynyrd , "I was made for lovin' you" Kiss, "Layla" Claptona, "Highway to Hell" AC/DC, "I don't want to miss a thing" i "Cryin'" Aerosmith...
a mógłbym wymienić Ci mnóstwo tytułów genialnych utworów, o których czegoś takiego powiedzieć nie można, ale nie zrobię tego, bo bym chyba zapchał całe miejsce na serwerze.
Ale nie mówimy tu o utworach genialnych, tylko tych najbardziej znanych.
[url=http://imageshack.us][img]http://img373.imageshack.us/img373/1444/komitetgr1.png[/img][/url]

Awatar użytkownika
zombie youth revolt
Posty: 5154
Rejestracja: 31 mar 2006, 23:30
Lokalizacja: Rockaway Beach

Post autor: zombie youth revolt » 22 mar 2008, 14:23

z highway to hell to pudlo bo tam oprcz refrenu prwie kazdy, nawet laik co nie slucha tego zespolu kojarzy legendarny juz riff.


zreszta wszystkie hity ac/dc to polaczenie zapadajacego w glowe riffu i refrenu.
Gibson SG Standard --> Biyang Mad Driver --> Way Huge Swollen Pickle --> Bogner Alchemist 212

Tomaaz

Post autor: Tomaaz » 22 mar 2008, 16:48

zombie youth revolt pisze:z highway to hell to pudlo bo tam oprcz refrenu prwie kazdy, nawet laik co nie slucha tego zespolu kojarzy legendarny juz riff.
No dokładnie i ten riiff jest prawdopodobnie bardziej ważny od melodii refrenu, a z resztą tego typu muzyka riffowa to inna bajka.

Inne przykłady... no cóż Aramis, moim zdaniem trochę się zagalopowałeś. Ja nie neguję tego, że wiele utworów ma chwytliwe, emocjonalne o większym napięciu refreny (w końcu o to też w tym wszystkim chodzi). Mam na myśli proporcje jakie zachodzą między krótkimi, chwytliwymi motywami (często, lecz nie zawsze refrenami) a resztą kawałków - ich aranżacją, dramaturgią, rozwojem melodycznym.

The Beatles są mistrzami krótkich samoistnych motywów i tego nie można zaprzeczyć. Możesz zanucić na jeden głos kilka sekund "All you need is love", "She loves you", "Yellow submarine", końcówkę "Hey jude" i czujesz, że jest to już w sumie - w sensie kompozytorskim - skończony kawałek muzyki. Sorry, ale wyrwany z kontekstu i zanucony na jeden głos refren z "Higway to hell", "Layla", "Sweet home Allabama" nie ma żadnej samoistnej wartości. Nawet "Satisfaction" to inna historia, bo sam refren bez głównego riffu i wcześniejszego budowania napięcia, zaśpiewany tak po prostu, będzie czymś zupełnie innym niż jako część całego utworu (tzn. będzie niczym). Jedynie wcześniejszy przykład z Queen był sensowny, bo "We will rock you" rzeczywiście zbudowane jest na tego samego typu samoistnym motywie jakie tworzyli The Beatles.

W przypadku The Beatles poznajesz jakiś ich kilkusekundowy motyw, który Ci się podoba, potem sięgasz po cały kawałek i przeżywasz rozczarowanie na zasadzie: "przecież ten utwór nic nowego nie wnosi, cała istota zawarta jest w tym krótkim, kilkusekundowym motywie".

Oczywiście Beatlesi mają w swoim repertuarze też innego typu utwory, o których też dałoby się wiele (złego :)) napisać.

Powtarzam jeszcze raz. Nie twierdzę, że The Beatles to beznadziejny zespół (w końcu tworzenie takich charakterystycznych motywów to też sztuka), uważam tylko, że przecenia się wpływ tej kapeli na późniejszy rozwój muzyki.

Awatar użytkownika
Aramis
Posty: 445
Rejestracja: 29 gru 2006, 0:07
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Aramis » 22 mar 2008, 17:36

Tomaaz pisze:W przypadku The Beatles poznajesz jakiś ich kilkusekundowy motyw, który Ci się podoba, potem sięgasz po cały kawałek i przeżywasz rozczarowanie na zasadzie: "przecież ten utwór nic nowego nie wnosi, cała istota zawarta jest w tym krótkim, kilkusekundowym motywie"
Tego nie można poddać dyskusji, bo rozczarowanie lub jego brak to indywidualna sprawa każdego z nas. Ja w każdym razie nie byłem rozczarowany usłyszawszy w całości utwory Beatlesów, które wcześniej znałem tylko z takiego właśnie chwytliwego motywu głównego.
Możesz zanucić na jeden głos kilka sekund "All you need is love", "She loves you", "Yellow submarine", końcówkę "Hey jude" i czujesz, że jest to już w sumie - w sensie kompozytorskim - skończony kawałek muzyki.
No właśnie nie czuję. "She loves you" to może i rzeczywiście, skoczny kawałek, który można sobie podśpiewywać sobie bez żadnego akompaniamentu idąc przez las, hej ho, ale co do "All you need is love" i "Hey Jude" - nie zgodzę się. W przypadku pierwszego utworu dlatego, że w moim odczuciu sam refren nie oddaje nastroju piosenki, a drugiego - bo brak tutaj refrenu czy jakiegokolwiek motywu refrenopodobnego. No, chyba że to końcowe "na na na nananana", ale dla mnie w momencie gdy rozpoczyna się to nananowanie kawałek się kończy, a reszta to tylko takie wydłużone outro. Co zaś się tyczy "Yellow Submarine" - sytuacja jest identyczna jak w opisanym przez ciebie przypadku "Satisfaction". Przynajmniej ja tak te kawałki odbieram.
uważam tylko, że przecenia się wpływ tej kapeli na późniejszy rozwój muzyki.
To już inna bajka, bo nawet gdybyś miał racje w tym, co tu napisałeś nijak by to nie przeczyło temu, że taki wpływ mieli. Ilu legendarnych już muzyków przyznaje się do inspiracji Beatlesami? Jak wiele zespołów przed nimi grało muzykę tak podobną do dojrzałego (i przekwitłego) rocka? No i kto przed nimi miał taki wpływ na kulturę i obraz świata? Nie wydaje mi się, żeby losy muzyki potoczyłyby się tak samo jak się potoczyły, gdyby nie oni.
[url=http://imageshack.us][img]http://img373.imageshack.us/img373/1444/komitetgr1.png[/img][/url]

Fjasz
Posty: 2081
Rejestracja: 10 lip 2007, 11:41
Lokalizacja: Świebodzin

Post autor: Fjasz » 22 mar 2008, 17:53

1.
Możesz zanucić na jeden głos kilka sekund "All you need is love", "She loves you", "Yellow submarine", końcówkę "Hey jude" i czujesz, że jest to już w sumie - w sensie kompozytorskim - skończony kawałek muzyki.
No co do "All you need is love" się nie zgodzę, tam jest taki motyw na trąbkach i innych dęciakach pomiędzy wokalami i bez niego ten refren nie brzmi.

2.
Co do highway to hell, to przyznam się wam, że musiałem usłyszeć pierwsze sekundy utworu żeby przypomnieć sobie riff, a refren pamiętam ciągle doskonale.

3.
Sorry, ale wyrwany z kontekstu i zanucony na jeden głos refren z "Higway to hell", "Layla", "Sweet home Allabama" nie ma żadnej samoistnej wartości.
Nie wiem co dokładnie masz na myśli pisząc o "samoistnej wartości" ale wnioskując z tego co napisałeś o kawałkach Beatlesów, które wystarczy sobie zanucić, to moim zdaniem "sweet home alabama" i "highway to hell" zdecydowanie to mają.
Nawet "Satisfaction" to inna historia, bo sam refren bez głównego riffu i wcześniejszego budowania napięcia, zaśpiewany tak po prostu, będzie czymś zupełnie innym niż jako część całego utworu (tzn. będzie niczym).
Tu natomiast się zgodzę w 100%, bez tego riffu między "I can't get no" a "satisfaction!" kawałek byłby niczym.
[color=violet]Wybitnie Nielubiany[/color]

[url=http://imageshack.us][img]http://img373.imageshack.us/img373/1444/komitetgr1.png[/img][/url]

Tomaaz

Post autor: Tomaaz » 22 mar 2008, 18:11

Aramis pisze:No właśnie nie czuję.... Przynajmniej ja tak te kawałki odbieram.
OK. Mi się muzyka The Beatles nie podoba i napisałem z grubsza dlaczego, Tobie się podoba i napisałeś, że... Ci się podoba.
Aramis pisze:Ilu legendarnych już muzyków przyznaje się do inspiracji Beatlesami?
Nie mam pojęcia. Ilu?
Aramis pisze:Jak wiele zespołów przed nimi grało muzykę tak podobną do dojrzałego (i przekwitłego) rocka?
Przed nimi pewnie nikt, ale w momencie kiedy oni zaczęli grać dojrzałego rocka inni zaczęli grać go także, zupełnie niezależnie i na dodatek lepiej.
Aramis pisze:No i kto przed nimi miał taki wpływ na kulturę i obraz świata? Nie wydaje mi się, żeby losy muzyki potoczyłyby się tak samo jak się potoczyły, gdyby nie oni.
Elvis i pionierzy rock`n`rolla na przykład.

Losy muzyki na pewno nie potoczyłyby się bez The Beatles tak samo. Napisałem już wcześniej - nie neguję "beatlemanii", jej niesamowitego zasięgu czy wpływu na postrzeganie i miejsce rocka w obrazie światowej kultury. I wiem, że wielu muzyków przyznaje się do tego że kiedyś "beatlemania" porwała i ich. Ale to bardzo często (nie zawsze) nie ma nic wspólnego z wpływem czysto muzycznym (który powinien być słyszalny w dźwiękach, a nie w słownych deklaracjach). Wiem też, że The Beatles to zespół którego się nie krytykuje. Nawet jak ktoś ich nie lubi, to nie powie wprost tylko zacznie się asekurować i odwracać kota ogonem, że ważni, mieli wpływ itp. Wszystko żeby tylko nie powiedzieć wprost, że to kicha.

ODPOWIEDZ