"Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Rozmowy dotyczące gitar elektrycznych.
ODPOWIEDZ
roja501
Posty: 67
Rejestracja: 22 sty 2012, 15:21

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: roja501 » 05 cze 2012, 23:24

Szczerze nie polecam sky way`ów, ale trafiły mi sie gitary które mnie zaskoczyły. Kiedyś koleś wisiał mi kasę więc w rozliczeniu dał mi soundera i musze przyznać, że byłem zaskoczony. Ogolnie no (wulg.) ale gralo mi sie wygodnie bardzo nawet solówke koncertową Master of puppets na niej szarpnąłem mimo że na Epiphone za 1500 nie moglem wczesniej. Miałem też stagga to do dziś u kumpla na nim gram czasami. Stroi ładnie gra dośc przyzwoicie z tym, że słyszałem że ze staggami jest taka zasada że albo trafi sie na dobry model, który bedzie nam slużył wiecznie albo na (wulg.), które się rozsypie. Kumpel ma akustyka Stagga to juz gryf odpada elektryk którego miałem do dziś gra rewelacyjnie ma ok 4 lata co prawda ale trzyma się i stroi dobrze.

Drewno
Posty: 29
Rejestracja: 21 kwie 2012, 20:04

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Drewno » 10 cze 2012, 14:52

Ja miałem Visiona PseudoCastera (Strata), strasznie jazgotał na przesterze i był tak niewygodny, np: strasznie gruby gryf, wysokość strun nad gryfem WIELKA. Jak grałem kiedyś na nim na stojąco to z pseudokorpusu odpadło to coś od paska (zapomniałem jak to się nazywa) i pseudo gitara nieźle przywaliła w ziemię, ale jedyne co mogę o niej dobrego powiedzieć to że była pancerna (Nieraz mi spadła, a nie jest poobijana. Kiedyś moja mama próbowała ją szybko przesunąć i zrzuciła ją z biórka).

Lipton699
Posty: 2
Rejestracja: 05 lip 2012, 19:15

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Lipton699 » 17 lip 2012, 22:41

Swego czasu próbowałem się zabrać za bas, skombinowałem sobie gitarę marki SignS. Jej cena ok. 300zł (odkupiłem od kolegi prawie nie używaną za 100zł i do dziś żałuje). Sustain b. krótki, buczała na piecu, potencjometry niemalże nie zmieniały tonu i progi zaczeły wypadać tak, że niespełna miesiąc po zakupie miałem fretlessa :D

Awatar użytkownika
kylczyslaw
Posty: 587
Rejestracja: 15 kwie 2011, 22:49
Lokalizacja: Ciechanów

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: kylczyslaw » 17 lip 2012, 23:23

O popatrz, a niektórzy ładną kasę płacą za fretlessy ;D
Parówkowym skrytożercom mówimy NIE!
http://www.youtube.com/user/kylczyslaw

bydlu
Posty: 18
Rejestracja: 06 maja 2010, 21:34

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: bydlu » 18 lip 2012, 8:20

heh, napotkałem ostatnio gitarę elektryczną w znanej i lubianej sieci sklepów ogólnospożywczych Biedronka(z resztą w innych marketach też była). Była kształtu fendera stratocastera... masakra że ktoś coś takiego wpuścił na rynek, bałbym się stroić tą gitarę żeby gryf się nie złamał, jakość wykonania dramatyczna, bardzo słabej jakości drewno i osprzęt, nie wiem jak to gra ale odradzam ludziom z gorącą głową bo wydane 200zł lepiej przeznaczyć na coś zupełnie innego.

aris
Posty: 129
Rejestracja: 05 mar 2011, 16:02

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: aris » 18 lip 2012, 9:59

Ostatnio przeglądałem neta i natrafiłem na złote rady przy zakupie gitar akustycznych/klasycznych. Autor tego poradnika stwierdził że gitary za 99 zł nadają się do pieca a nie do gry, ale sky way za 200 zł są bardzo dobre jak na tą cenę.

pietrek2004
Doradca
Doradca
Posty: 2432
Rejestracja: 06 maja 2010, 15:01

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: pietrek2004 » 18 lip 2012, 10:51

Bo dłużej trzymają ciepło... :wink:

Awatar użytkownika
przemek8118
Posty: 252
Rejestracja: 04 maja 2012, 20:31

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: przemek8118 » 18 lip 2012, 11:35

No, ta wiórówka mocniej ubita, jak taki brykiet

Azargoth
Posty: 236
Rejestracja: 26 lip 2012, 13:47

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Azargoth » 26 lip 2012, 14:04

heh, napotkałem ostatnio gitarę elektryczną w znanej i lubianej sieci sklepów ogólnospożywczych Biedronka(z resztą w innych marketach też była). Była kształtu fendera stratocastera... masakra że ktoś coś takiego wpuścił na rynek, bałbym się stroić tą gitarę żeby gryf się nie złamał, jakość wykonania dramatyczna, bardzo słabej jakości drewno i osprzęt, nie wiem jak to gra ale odradzam ludziom z gorącą głową bo wydane 200zł lepiej przeznaczyć na coś zupełnie innego.
one są w realu, tesco i leclerku :) i to nie są gitary. mają nylonowe "struny" i wzmacniacze ze skei.
wypuścili to dla początkujących, którzy są podjarani i chcą grać już od razu metallice albo coś co tam pokochali.

giovan
Posty: 653
Rejestracja: 23 sty 2012, 9:19

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: giovan » 26 lip 2012, 14:28

Bo az sie przejde zobaczyc te smieszne gitary. Sa jakos zapakowane, mozna je wziac do reki, podlaczyc?

aris
Posty: 129
Rejestracja: 05 mar 2011, 16:02

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: aris » 26 lip 2012, 15:23

Klasyki/akustyki nie są zapakowane, natomiast elektryki z tego co pamiętam to tak.

Azargoth
Posty: 236
Rejestracja: 26 lip 2012, 13:47

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Azargoth » 27 lip 2012, 8:53

zapakowane. :) ale nie wydaje mi się, żeby dało się je ograć. O ile one w ogóle grają, to pewnie w sklepie nie pozwolą :)

Awatar użytkownika
Daniel Wu.
Posty: 132
Rejestracja: 23 maja 2012, 18:21
Lokalizacja: Sopot

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Daniel Wu. » 27 lip 2012, 21:22

Heh, od razu przypomniała mi się reklama Lidla, w której zadowolona rodzinka idzie w kierunku kasy, a w koszu na zakupy... gitara klasyczna o.O

W kwestii moich doświadczeń z tanim sprzętem, sprawa wygląda następująco:

- pierwszy akustyk - jakiś Johnson za 300 zł (pamiętam, że miał w środku napisane produced by AXL guitars, ciekawe), kupiony przez ojca na gwiazdkę, po tym jak postanowiłem, że oficjalnie biorę się za wiosło. Na sam początek była rzeczywiście fajna, potem przez 3 lata leżała w pokrowcu (w międzyczasie dostałem Yamahę), a pół roku temu odsprzedałem ją swojemu uczniowi, no i cóż... po latach widać jaka to taniocha w wykonaniu :/

- pierwszy elektryk - J&D Flying V 300 - taa... :mrgreen: tę gitarę dostałem na 18-stkę, a że niestety byłem wówczas kindermetalem, to chciałem mieć koniecznie Flying V i nic innego. Kosztowała chyba z 700 zł, no i oczywiście przez 2 lata świata poza nią nie widziałem, potem nieco wydoroślałem i zacząłem odczuwać potrzebę zmiany sprzętu. Przyznaję - osprzęt miała fatalny, strój trzymała może max z 45 minut, pot volume tak samo działał na level 10, jak i 4, poza tym była niesamowicie lekka (nie dość, że sklejka, to jeszcze pewnie odpowiednio wyfrezowana wewnątrz). Muszę jednak przyznać, że podstrunnicę wykonano w niej całkiem nieźle, a struny miały naprawdę świetną akcję. Sprzedałem ją 2 miesiące temu jakiemuś łebkowi na allegro za 500 zł (złoty interes normalnie :mrgreen: ), ale pomimo ewidentnej tajwańskiej taniochy, wspominam ją z sentymentem (tym bardziej, że grając właśnie na niej podbiłem serce mojej już za niedługo żonie :D).

A teraz dwie perełki:

- akustyk Stagga kumpla mojego młodszego brata - cóż, jego ojciec oświadczył, że za więcej niż 300 zł gitary nie kupi, więc nie było dyskusji... ostatnio przyszedł do mnie, żebym wymienił mu struny i o zgrozo... mostek plastikowy, podstrunnica nie wiem z czego (też jakiś plastik przypomina), gitara ogólnie strasznie twarda, klucze beznadziejne... pomimo iż zrobiłem mu jeszcze setup, to i tak grało się na niej cholernie niewygodnie - struny 11-stki, a sprawiały wrażenie 13-tek :shock:

- stary klasyk Defila mojego ojca. Tutaj to aż łezka się kręci - co prawda pamiętam tę gitarę jak przez mgłę ze szczenięcych lat - tata często grał mi na niej do snu :roll: , a że pojęcia nie miałem o niej żadnego, to wiadomo, że nawet się nie interesowałem co to w ogóle za marka. Ostatnio zagadałem do ojca o nią (oddał ją komuś chyba z 15 lat temu) i okazało się, że był to Defil kupiony na początku lat 80-tych na jakiejś rodzinnej wycieczce w zwykłym sklepie "ze wszystkim" :D podobno po paru latach od zakupu gryf zaczął się odklejać, więc ojciec przykręcił go do korpusu jakąś śrubą :D

giovan
Posty: 653
Rejestracja: 23 sty 2012, 9:19

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: giovan » 27 lip 2012, 21:43

http://youtu.be/SabddA0NE0g
Tutaj macie "test" instrumentow na poziome Lidla i Biedronki , nawet znajde sie powiedzmy, ze "gitary".

Z tej nizszej polki mam stycznosc z Staggiem akustycznym z nizszej polski, bodajze za 300 zlotych? Mostek juz od paru miesiecy sie odlepia, cud, ze jeszcze caly nie odlazl, powoli zapatruje sie bardziej znosnym akustykiem tylko pytanie ile do jakiej kwoty zbierac.

Awatar użytkownika
Daniel Wu.
Posty: 132
Rejestracja: 23 maja 2012, 18:21
Lokalizacja: Sopot

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Daniel Wu. » 28 lip 2012, 0:49

Doobry filmik :D

Hm, rozumiem, że ma być zwykły akustyk, bez przedrostka elektro? Znośne egzemplarze zaczynają się tak naprawdę od kwoty 600-700 zł. W tym przedziale cenowym natrafisz na najtańsze Fendery, Yamahy (bardzo tani, a całkiem niezły jest model F310) czy Ibanezy. Jednak obowiązkowo musisz je przed zakupem ograć, gdyż - jak to z tej "klasy" instrumentami bywa - nie może to być randka w ciemno. W budżetówkach po prostu istnieje zbyt duże prawdopodobieństwo natrafienia na bubel. Możesz też porozglądać się za Takamine - całkiem zacne wiosła, tu trzeba dołożyć te 100-200 zł, ale to już nieco wyższa półka.

A i żeby nie było offtopa - czuję, że ten Stagg o którym napisałeś, to dokładnie ten sam egzemplarz, co opisany przeze mnie 2 posty wyżej... też ma plastikowy mostek, w którym struny kopią rowy? :D

ODPOWIEDZ