"Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Rozmowy dotyczące gitar elektrycznych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Bloodsucker69
Administrator forum
Administrator forum
Posty: 4411
Rejestracja: 05 paź 2008, 19:48
Lokalizacja: Warszawa

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Bloodsucker69 » 02 lut 2011, 12:48

Tylko, że granie na takiej gitarze za 300 zł to najczęściej droga przez mękę, jak się kupi coś choćby trochę przyzwoitego i wyreguluje to można spokojnie i bezboleśnie ćwiczyć, a nie rozkładać ręce z rozpaczy nad 2 cm akcją strun czy kompletnym brakiem stroju.

artemis00
Posty: 10
Rejestracja: 28 sty 2011, 14:34

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: artemis00 » 02 lut 2011, 12:55

Niekoniecznie, ostatnio porównywałem jakąś SignS w pseudo-metalowym kształcie z BC Rich Warlock'iem i mówiąc szczerze wygodniejszy był ten chinol.

Nie trzeba cytować w całości postów, które znajdują się bezpośrednio nad naszym. Bs69

jezyk83
Posty: 56
Rejestracja: 08 mar 2006, 18:57

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: jezyk83 » 02 lut 2011, 13:26

Nawiązując do tematu niepolecam "Julia II" fatalne wykonanie tzn. polska jakość :lol:
Bloodsucker69 ja właśnie jakieś 10 lat temu zaczynałem swoją przygode na wyżej wymienionej gitarze i dzięki temu potrafię docenić nawet najtańszą chińszczyzne. Doskonale sobie zdajesz sprawę ,że żółte gitary są o niebo lepsze od starych defili czy innych jolan z bloku wschodniego. Oczywiście zdaje sobie sprawę z różnicy jakości gitar z wyższej półki nad chinolami ale i tak 80% ludzi na tym forum powtarza jak mantrę przeczytane gdzieś w necie historie na temat jakości gitar z chin. Prawda jest taka ,ze oni są tylko zleceniobiorcami i robią to co im zleceniodawca każe.

junas
Posty: 2
Rejestracja: 29 mar 2011, 20:31

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: junas » 31 mar 2011, 22:18

Moja druga gitara elektryczna czyli Stagg S-300 cechuje się nietrzymającymi kluczami i słabym brzmieniem. Cokolwiek może się obluzować czy odkręcić -- obluzowuje się i odkręca. I szalenie podatna na zakłócenia otoczenia. Bardzo długo zniechęcała mnie do gry na instrumencie elektrycznym, zanim nie kupiłem sobie czegoś dużo lepszego.
Widocznie trafiłeś na jakiś lipny egzemplarz. Mój jest w jak najlepszym porządku, ładnie trzyma strój, tremolo nie rozstraja... :)

Awatar użytkownika
Mektan
Zasłużony
Posty: 801
Rejestracja: 29 sie 2010, 20:57

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Mektan » 31 mar 2011, 22:57

Albo to kolega trafił, na jakiś "jeden na tysiąc" lepszy egzemplarz ;)
"Muzyka wpływa na uszlachetnienie obyczajów" <Arystoteles>

Biglou
Posty: 1
Rejestracja: 12 cze 2011, 14:46

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Biglou » 12 cze 2011, 14:54

Sounder Stratocaster. Gra się ok, na początku. Nie da się wyregulować brzęczących strun. Progi można wyjąć ręką. W dodatku gdy nie dotykam strun strasznie huczą na piecu. Na start (jeśli ktoś chce tanio) można grać.
A co do tego że "nie da się grać i to droga przez mękę" :wink: , Może spróbuj popracować nad techniką gry :) . Jak dla mnie jest wporzo. Tylko jak już wspomniałem te struny brzęczące trochę denerwują.

JM

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: JM » 17 lip 2011, 17:26

Pierwszą gitarę mało znany muzyk Jimi Hendrix kupił za 5 $.
Dwa lata później grał na "śmiesznej" gitarce (nowa kosztowała ok. 90$), na której nauczył się wszystkich swoich "sztuczek"...

Awatar użytkownika
zombiak
Doradca
Doradca
Posty: 2059
Rejestracja: 19 sie 2008, 22:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: zombiak » 17 lip 2011, 17:41

Zgodnie z kalkulatorem inflacji dolara 90$ w 1955 (kiedy Hendrix kupił gitarę) miała moc nabywczą równą 738 dolarom w tym roku, przy czym bierze to pod uwagę jedynie inflację - trzeba pamiętać, że zarobki w owych czasach były sporo niższe. Można sobie rzucać cyferkami na jakiej to taniosze Hendrix grał, ale nijak to się ma do rzeczywistości. O wyższej jakości większości starych instrumentów nawet nie wspominam - maszyn CNC nie było, więc większość tych gitar była tak naprawdę instrumentami lutniczymi.
Ibanez Artist MIJ / Squier Jagmaster MIJ / Umu WH-10 / T-Rex Mudhoney / Egnater Tweaker

JM

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: JM » 17 lip 2011, 19:27

Chciałem jedynie zasygnalizować "inne spojrzenie na sprawę", no ale skoro padły tak fundamentalne argumenty...
zombiak pisze:Zgodnie z kalkulatorem inflacji dolara 90$ w 1955 (kiedy Hendrix kupił gitarę) miała moc nabywczą równą 738 dolarom w tym roku, przy czym bierze to pod uwagę jedynie inflację - trzeba pamiętać, że zarobki w owych czasach były sporo niższe. Można sobie rzucać cyferkami na jakiej to taniosze Hendrix grał, ale nijak to się ma do rzeczywistości...
Jakiej? Wybranymi informacjami stystycznymi można udowodnić właściwie co się chce.
Nie wiem skąd informacja o kursie dolara, o tym, że Hendrix kupił gitarę w 1955r (pierwszą elektryczną posiadł w 1959r). Ale mniejsza o to.
Jeśli chcemy być w miarę obiektywni to powinniśmy uwzględnić inne istotne fakty, jak choćby taki, że wtedy gitary elektryczne były NOWOŚCIĄ (Telecaster - 1950, Stratocaster - 1954), ze wszelkimi cechami nowości (czytaj: wysoka cena!!!)
zombiak pisze:...O wyższej jakości większości starych instrumentów nawet nie wspominam - maszyn CNC nie było, więc większość tych gitar była tak naprawdę instrumentami lutniczymi.
...robionymi, mierzonymi, krojonymi ręcznie, w manufakturach o nieznanym wyposażeniu i dokładności wykonania (chociażby progów).
"Instrument lutniczy" - słowo-klucz. A prawda jest taka, że "instrument lutniczy wiele imion ma"...
Fachowcy (lutnicy, konstruktorzy, gitarzyści którzy posiadali te starocie) mają określone zdanie co do "jakości" niektórych starych samodziałów.

Awatar użytkownika
zombiak
Doradca
Doradca
Posty: 2059
Rejestracja: 19 sie 2008, 22:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: zombiak » 17 lip 2011, 19:43

http://www.dollartimes.com/calculators/inflation.htm tutaj poglądowo możesz sobie porównać wartość nabywczą dolara. Zgodnie z biografią Hendrixa akustyka zakupił w roku 1955, elektryka w 1959 - jeżeli mówiłeś o cenie elektryka (90 dolarów) to można przeliczyć na 682 obecne dolary, czyli jeszcze lepiej ;) Zauważ też, że Supro Ozark (czyli ten owy pierwszy elektryk) mimo wszystko nie był zrobiony ze sklejki czy dykty tylko z mahoniu - nawet tanie instrumenty były wykonywane z całkiem solidnych materiałów, co RÓWNIEŻ przekładało się na dość wysoką cenę nawet "tańszych" instrumentów. Oczywiście potem przyszło kombinowanie ze sklejką i innymi materiałami w celu cięcia kosztów (gitary Airline na przykład).

Ogólnie zgadzam się z faktem, że na tańszym instrumencie można nauczyć się grać, tutaj się z Tobą nie kłócę - dyskutuję z faktem arbitralnego powoływania się na liczby, Hendrix dał radę za 90 dolców to czemu my nie damy rady - tak się nie da. W jego czasach to była kupa forsy, ale mimo to ją zainwestował, i dostał niezgorszy instrument i SPRAWNY instrument. Teraz za ułamek tego, co on wtedy wydał (nasze 700 dolców!) można dostać przyzwoite wiosło bez ryzykowania z Sounderem i innymi tanimi markami, które nie przetrwają próby czasu (dodam, że modele Supro na których grał Hendrix nadal nadają się do grania). Nawet budżetowe wiosła powinny spełniać kilka podstawowych wymogów, typu strojenie na całej długości gryfu etc. Od tego się nie ucieknie.
Ibanez Artist MIJ / Squier Jagmaster MIJ / Umu WH-10 / T-Rex Mudhoney / Egnater Tweaker

slash95
Posty: 31
Rejestracja: 15 lis 2010, 15:25

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: slash95 » 05 sie 2011, 18:34

mystic. Za obrażanie Defila powinni cię powiesić

Awatar użytkownika
Thoth
Posty: 271
Rejestracja: 13 sty 2010, 10:50
Kontakt:

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Thoth » 05 sie 2011, 18:36

Defil to świętość, aczkolwiek pasuje do tego tematu ;)
Epiphone Explorer GOTH (Merlin Eclipse) --> Marshall JCM 2000 TSL 100 --> Harley Benton G212 Vintage

Dektiv
Posty: 16
Rejestracja: 22 lis 2009, 21:39

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Dektiv » 09 sie 2011, 8:22

Peavey Predator - nie ma ich już w sprzedaży, ale jeśli ktoś zastanawiałby się nad używką - nie polecam. Beznadziejny pręt regulacyjny, ruchomy mostek rozstraja gitarę nawet nieużywany, a fabryczna elektronika jest znacznie gorsza od Cortów/Epi i innych z tej półki cenowej.
Rockwood LX90 - totalny chinol, całościowo, nie licząc całkiem wygodnego gryfu, jest z góry przeznaczony na opał. Bądź bardzo wczesne początki nauki.

174174
Posty: 1
Rejestracja: 10 lut 2012, 12:24

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: 174174 » 10 lut 2012, 13:17

Osobiście miałem w rękach gitarę DEFIL mojego kuzyna i muszę przyznać że jest całkiem dobra. :P

Bluesbrother
Posty: 67
Rejestracja: 24 lip 2011, 19:56
Lokalizacja: EŁK

Re: "Gitary elektryczne" niekoniecznie godne tej nazwy

Post autor: Bluesbrother » 10 lut 2012, 13:23

To chyba nigdy nie trzymałeś w rękach porządnej gitary, jak takie herezje wypisujesz :D
A poza tym to Witaj
Sprzedam Marszałka jcm 900 pisz na PW

ODPOWIEDZ