Ja ostatnio poruszylem temat skal z kumplem. Jako ze ja posluguje sie pentatonika, a potem koscielnymi [glownie miksolidyjska ] i chromatyka

, a on glownie chromatyka zaczelismy swoje rozwazania. Nie skonczyly sie w sumie, ale wnioski sa takie mniej wiecej :
-Skale ograniczaja i narzucaja pewne schematy. Nie ma tej pewnej swobody podczas gry.
-Tutaj przytocze cytat znajomej kumpla, ktora byla na studiach muzycznych [bardzo utalentowana osoba- grała na fortepianie] i powiedziala "Najbardziej przydatna skala jest chromatyczna i inne juz tak bardzo sie nie przydaja." Uwazam, ze tutaj ma sporo racji. Wystarczy spojrzec na utwory jazzowe.
-Skale co jak co , ale pomagaja w grze, jezeli nie ma sie pomyslu na melodie, a trzeba cos sklecic. Wystarczy znac tonacje, skale i mozna smigac.
-Grajac z podkladem i korzystajac z danej skali ma sie pewnosc, ze nie rzucimy sie w oczy sluchaczom grajac falsze w stosunku do podkladu

.
Moje wnioski: Przydaja sie, ale nie trzeba ich znac. Pomagaja, ale ograniczaja. Trzeba po prostu miec umiar

- sam sie ucze skal ,ale swoje improwizacje opieram o melodie z glowy, staram sie nie trzymac schematow.